Razem dla Jezusa

Kilka dni temu jedna z zaprzyjaźnionych sióstr z Warszawy napisała: „Przyjedziesz na ‚Marsz dla Jezusa’?” Wiele dobrego słyszałem o tej inicjatywie – przede wszystkim od tych, którzy uczestniczyli w Marszu w roku ubiegłym i wrócili bardzo zbudowani. Ciągnęła mnie też obecność Grahama Kendricka, który jest (całkiem słusznie!) nazywany „ojcem współczesnego uwielbienia” – jego pieśni słucham od wielu, wielu lat i chyba nie ma zboru czy parafii, gdzie przynajmniej kilka z nich nie było by śpiewanych podczas uwielbienia. Radowała mnie szansa posłuchania Mate.O, Arciego i ponownego spotkania Davida Pierce’a (No Longer Music). Nie byłem jednak pewny czy pojadę i… nie miałem załatwionego noclegu. Odpowiedź była szybka: „może chciałbyś przenocować u nas?” Bóg – jestem bowiem przekonany, że to pochodziło od Niego! – użył jej i jej męża, by przypomnieć mi, że zaprasza mnie na 18 maja do Warszawy!

aa01

 

Wiele osób być może się zastanawia po co w ogóle takie wydarzenia. Czy one mają jakieś znaczenie? Czy mają jakiś sens? Czemu służą? Gdy sam się nad tym zastanawiam, przychodzą mi do głowy słowa popularnej piosenki, którą śpiewaliśmy często, gdy jeszcze byłem młodym katolikiem:
„Idźcie już stąd na ulice
Na place waszych miast! (…)
Idźcie już stąd na ulice,
By rozdawać Mą miłość co dzień!”

Pewnego dnia Jezus powiedział do uczniów takie słowa: Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia; a co słyszycie na ucho, głoście na dachach” (Ewangelia Mateusza 10, 27). Wówczas posłał ich do Ludu Izraela. Później posłał ich znacznie dalej:Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Ewangelia Mateusza 28, 19 – 20) – lecz te wcześniejsze słowa nie straciły mocy. „Głoście na dachach” z kart Ewangelii to nic innego jak: „Idźcie już stąd na ulice, na place waszych miast” z katolickiej pieśni. Chodzi o to, byśmy wychodzili do ludzi jako świadkowie Jezusa, byśmy głosili Ewangelię, byśmy odważnie wyznawali swą wiarę – tak, by świat nas widział i słyszał. Szliśmy po to, by ogłosić, że Chrystus umarł na krzyżu i poświęcił swoje życie za każdego człowieka, który mieszka w Warszawie i w Polsce.

Prawda jest, że żyjemy w czasach, gdy manifestowanie czegokolwiek mocno spowszedniało i być może sens ma pytanie: czy taka manifestacja cokolwiek zmieni w tym świecie, czy ktokolwiek przejmie się jednym marszem więcej? Jedni chcą praw „należnych” homoseksualistom i transseksualistom, inni chcą obalić Rząd lub po prostu wykrzyczeć swoją krzywdę, kolejni wyrażają nienawiść i pogardę, jeszcze inni chcą tylko pokazać że są i że mają swoje zdanie. Większość walczy o coś, lub przeciwko czemuś (często przeciw komuś). Jedni mają rację, inni jej nie mają; jedne demonstracje służą poprawie życia społecznego, inne są dążeniem do niszczenia społeczeństwa i rodziny… Zbyt wiele może prowadzić do zobojętnienia. Cieszę się jednak, że jest inicjatywa, która tak diametralnie różni się od innych – wnosi w „przestrzeń miasta” nie krzyk i zgorzknienie, nie grzech i rozkład, ale przesłanie dobra i nadziei..

aa02

Marsz ma charakter przebudzeniowo – ewangelizacyjny. W jego trakcie błogosławiliśmy miastu i jego mieszkańcom oraz modliliśmy się o Polskę. Idąc w Marszu mijaliśmy Kancelarię Prezesa Rady Ministrów (premiera), zaszliśmy pod Parlament i zatrzymaliśmy się pod Pałacem Prezydenckim. Modlitwa za kraj i przywódców jest bardzo ważnym elementem duchowego życia chrześcijanina – co, niestety, nie każdy sobie uświadamia. Trasa marszu prowadziła też koło dawnego „Domu Partii” Komitetu Centralnego PZPR. W pewnym sensie symboliczne jest to, że w tym miejscu wykrzykiwano o żyjącym Jezusie. Systemy wrogie Bogu upadają, a Kościół nie, zgodnie z tym, co powiedział Jezus: … na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Ewangelia Mateusza 16, 18). Dzięki Jezusowi jesteśmy silni i z Nim możemy wszystko – i tylko On może dać naszemu narodowi i krajowi powodzenie.

Gdy modliliśmy się pod Pałacem Prezydenckim podszedł do mnie starszy człowiek, by zapytać kim jesteśmy i o co nam chodzi. Wyjaśniłem, że przyjechaliśmy, by się modlić, by wywyższać Jezusa. „I wy modlicie się o tych tam?” – dziwił się, wskazując za siebie, na Pałac Prezydencki. „Tak! – odpowiedziałem – modlimy się o dobrych przywódców, by Bóg uzdalniał ich, by dobrze rządzili krajem.” Pan spojrzał na mnie jak na nieszkodliwego wariata, po czym stwierdziwszy: „Modlić się za nich? Chyba raczej żeby ich szlag trafił!” odszedł. A my mamy błogosławić i modlić się a nie przeklinać! Czy kiedykolwiek jakieś dobro wynikło z przekleństwa? Jak ma Bóg błogosławić narodowi, który przeklina swój kraj i ludzi nim rządzących? Być może źle się dzieje w Polsce nie dlatego, że „złodzieje nami rządzą” ale dlatego, że my – ludzie w tym kraju żyjący – za mało się o swój kraj modlimy, a za często przeklinamy?

Widok tak wielu – było nas kilka tysięcy! – Braci i Sióstr w Chrystusie, pochodzących z różnych Kościołów, był dla nas, którzy szliśmy w Marszu niezwykle budujący. Piszę „dla nas”, a nie „dla mnie”, gdyż wiem, że to samo czuło wiele innych osób. Na co dzień nie we wszystkim się zgadzamy – czasem różnią nas pewne szczegóły, które nie są bardzo istotne, czasem zaś oddzielają przepaście ideologii religijnej – lecz jeśli wierzymy w Jezusa Chrystusa, pozwala nam to stanąć wspólnie do modlitwy. Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Chrystusowy w RP (dawniej: Kościół Zborów Chrystusowych), Kościół Boży w Chrystusie, Armia Zbawienia, Kościół Chrześcijan – Baptystów, Polski Kościół Pełnej Ewangelii (Kanada) Chrześcijański Kościół Reformacyjny, Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej, Kościół Boży w Polsce Kościół katolicki… Nie jet to pełna lista wspólnot, których przedstawiciele szli w Marszu lub go współorganizowali (nie wszystkie Kościoły były oficjalnie zaangażowane). Wielu przechodniów przyglądało się nam w zdumieniu. Być może dla wielu był to pierwszy kontakt z chrześcijaństwem tak entuzjastycznym i radosnym? Modlę się, by Bóg poruszył ich serca – by to, co widzieli i słyszeli, skłoniło ich do przemyśleń, przybliżało do Boga. 

Wielu ludzi w naszych czasach ma całkowicie wypaczony obraz chrześcijaństwa: widzą religię z nakazami i zakazami, wydaje im się, że w chrześcijaństwie nie ma miejsca na radość – że jest to jakby jeden wielki zakon religijny, niektórzy widzą w nas oszołomów – fanatyków… Myślę, że wielu ludzi tego dnia mogło zobaczyć, że ta wizja chrześcijaństwa jest fałszywa! Przyjmując wiarę chrześcijańską nie podlegamy ograniczeniom, lecz jesteśmy uwalniani. Wiarę traktujemy poważnie, ale poważne podejście do Boga nie przekreśla radości. Wielu z uczestników Marszu… tańczyło na cześć Pana. Jesteśmy zwykłymi ludźmi i gdy się do nas podejdzie, zawsze można porozmawiać. Jeśli choć kilka osób spojrzało tego dnia inaczej na chrześcijaństwo – warto było Marsz zorganizować i w nim uczestniczyć!

aa03

To wielkie chrześcijańskie święto na ulicach Warszawy zwieńczył wielogodzinny koncert na Placu Zamkowym. Jego największą gwiazdą był oczywiście wspomniany już przeze mnie Graham Kendrick, który po raz pierwszy odwiedził Polskę. Nie przyjechał on jednak na koncert, lecz na Marsz – przemawiał w jego trakcie i już na jego rozpoczęcie swą najsłynniejszą pieśń „Shine, Jesus, shine”. Popołudniowa ewangelizacja z jego udziałem stała się „wisienką na torcie”. Dla wielu z nas był to czas duchowych uniesień i wzruszeń – choć może te pieśni by lepiej zabrzmiały, gdyby uwielbienie było bardziej kameralne, bez wielkich głośników? Lecz to dzięki głośnikom Warszawa… słyszała!

Graham Kendrick – choć z pewnością był najwspanialszym – nie był jednak jedynym artystą, który tego wieczoru śpiewał na cześć Pana. Usłyszeliśmy także Mate.O, Sienna Gospel Choir, Arciego, Elohim, Royal Rap, Rymcerzy, Grzegorza Kloca i na koniec najbardziej niezwykły zespół ewangelizacyjny: No Longer Music. Niestety, z powodu ograniczeń czasowych narzuconych przez miasto, program wieczoru musiał zostać radykalnie skrócony, co najbardziej dało się odczuć w przypadku No Longer Music – swój program byli oni zmuszeni zredukować do mniej więcej 1/3 tego, co planowali pokazać. Niemniej to, co było mówione, zaśpiewane i pokazane, tak bardzo dotknęło widzów, że kilkadziesiąt osób uklęknęło na koniec do modlitwy, by oddać swe życie Jezusowi. Był też czas na pogłębioną refleksję i świadectwa…

 

Marsz… Komuś może się to zdawać „płytkie”… Dochodzą mnie głosy, że był on zbyt „piknikowy”. „Gazeta Wyborcza”, zapowiadając Marsz, pisała: „Będą śpiewy i kiełbaski” (uczestnikom spotkania i wszystkim chętnym, w tym zaproszonym bezdomnym rozdawano jedzenie i picie). Dużo tak naprawdę zależy od ludzi – od tego, z jakim nastawieniem ktoś przychodzi. Marsz ma sens, jeśli wynika z wiary – bo gdy nie ma wiary, to jest to tylko spacer i… nic nie daje. Marsz ma sens jako uzewnętrznianie wiary. Może być efektowny – niczym kwiat – lecz musi być solidne zakorzeniony. Jeśli tego korzenia zabraknie, kwiat szybko więdnie. Maszerujmy – czemu nie? – lecz troszczmy się przede wszystkim o należyte zakorzenienie w Bogu i Słowie Bożym!

A do Warszawy pojadę z radością za rok…

 

Linki do tego posta